Prohibicja nie rozwiązuje problemu dopalacze przenoszą się do Sieci

Sanepid zamknął ostatnio 800 sklepów z „dopalaczami”. Sprawie towarzyszyła głośna akcja propagandowa w mediach. Te przeznaczone dla kolekcjonerów wrażeń i obolałej wątroby środki wciąż jednak są łatwo dostępne w Internecie.

Dla klienta to wygodnie, bo nie musi się ruszać z domu  powiedział Dziennikowi: Gazecie Prawnej anonimowy sprzedawca dopalaczy z Warszawy.

Kwestia dopalaczy stała się obiektem szczególnego zainteresowania policji, odkąd pojawiły się doniesienia, że młodzi ludzie zaczęli się przerzucać z klasycznych środków psychoaktywnych na szeroko reklamowane na rozmaitych imprezach dopalacze.

Dwaj handlarze amfetaminą, których rozpracowywałem, pół roku temu musieli poszukać legalnej pracy. Pierwszej w życiu. Ich interes umarł, bo nie wytrzymał konfrontacji z legalnymi dopalaczami sprzedawanymi przez Internet?  powiedział oficer  pionu antynarkotykowego z Komendy Głównej Policji. To, że środki te zainteresowały użytkowników amfetaminy, nie powinno dziwić. Przez długi czas zawierały euforyczny stymulant, benzylopiperazynę, którego działanie, szczególnie w połączeniu z również dodawaną do ?dopalaczy? trifluorometylopiperazyną, mogło przypominać efekty amfetamin.

Paradoksalnie jednak te przez długi czas legalne środki (ich delegalizacja nastąpiła dopiero w 2009 roku) są o wiele bardziej toksyczne dla organizmu, niż spotykane na rynku amfetaminy i metamfetaminy. Prozdrowotna prohibicja środków psychoaktywnych doprowadziła więc do sytuacji, w której młodzi ludzie zostali oddani w ręce pozbawionych skrupułów sprzedawców ?pigułek do kolekcjonowania? ? bo tak reklamowano ?dopalacze?, twierdząc, że ?nie nadają się one do spożycia?.

Teraz premier Donald Tusk zamierza brutalnie rozstrzygnąć sprawę?. W praktyce oznacza to, że problem dopalaczy może stać się dla rządu pretekstem do łamania prawa i wprowadzenia drakońskich rozwiązań ustawowych.

Chodzi oczywiście o niesławny Rejestr Stron Zakazanych. Dzięki niemu premier mógłby rozwiązać problem internetowych sklepów z ?dopalaczami? tak samo, jak zrobił to ze sklepami stacjonarnymi. Tymczasem rząd nie dysponuje na razie żadnymi metodami, za pomocą których mógłby rozwiązać problem handlu szkodliwymi substancjami w Sieci.

Przypomnijmy, że Rejestr nie został wprowadzony pod naciskiem ekspertów, którzy zauważyli, że nie tylko przywróciłby on znaną z czasów PRL cenzurę, ale też łamał prawo krajowe, europejskie, konstytucję RP i prawa człowieka. Teraz jednak liberalny rząd premiera Tuska zyskuje kolejną szansę ? o ile walka z hazardem wśród lubiącego pograć sobie w karty społeczeństwa nie znalazła należytego uznania, to walka z narkotykami pozwoliłaby uzyskać wiele punktów wśród konserwatywnie zorientowanych wyborców.

źródło: GazetaPrawna.pl